o dziewczyno jakżeś Ty to opowiedziała!
detalicznie! z onomatopejami, z niuansami.
jak profesjonalny lektor dla niewidomych! nawet kolory zobaczyłam! choć to film czarno-biały chyba.
nic mi tym razem nie umknęło!
i w sumie mimo, że zawsze myślało mi się, że to faktycznie komedia obyczajowa (bo jest! ale w takim cmentarnym guście "kto wie- ten wie"),
to zawsze oglądałam te perypetie ze ściśniętym żołądkiem.
(i nie chodziło tu tylko o krem sułtański - choć tez współczułam).
dopiero teraz, po latach, zdaje sobie sprawę ile dramaturgii było w tym randkowaniu.
nic przyjemnego.
dużo mentalności za to, i intensywności wszelakiej - i tu: sama rozkosz.
wszystko to opowiedziałaś cudnie.
jednym słowem ten film to: mistrzostwo.
(choć kino nie dla wszystkich.)
Dzięki!
Obejrzałam ten film całkiem sporo razy. Czasem oglądam go jak komedię obyczajową i wtedy skupiam się na kremach, zabawnym języku postaci, skrępowaniu bohaterów, czasem jako film psychologiczny - wtedy śledzę spojrzenia, mowę ciała, te wszystkie niuanse zachowań, gestów, czasem jako film z epoki - skupiam się na obyczajowości, panujących modach, znakach czasu.
A najczęściej chłonę całość i zawsze coś nowego zwraca moją uwagę.
Opowiedziałam cały, bo krótki i pomyślałam, że może jak ktoś nie mógł się wciągnąć w oglądanie (kino nie dla wszystkich), to po przeczytaniu może otworzy się na tę przygodę. :)