Medycyna tybetańska - wybrane fragmentysteemCreated with Sketch.

in #polish7 years ago

W kilku miejscach moich poprzednich postów, wstawiałem treści dla mnie zupełnie oczywiste, ale rozumiem, że dla przeciętnego czytelnika nie będącego w nurcie który mnie do tego inspirował, wydawać mogły się nieco egzotyczne, czy wręcz “nawiedzone”.

Niby przypadkiem, trafiłem ostatnio w mojej metrowej długości biblioteczce na pozycję, koresponującą z publikowanymi przeze mnie mało popularnymi w naszym społeczeństwie ideami. Wielokrotnie też używałem, a nawet nadużywałem pojęcia “odpowiedzialność”, które z pewnością już irytowało niektórych czytelników, mających dosyć tego moralizowania przez jakiegoś, rozczochranego, bez żadnych koneksji antycelebryta. No, gdyby to były siostry Godlewskie to co innego, ewentualnie detektyw Rutkowski.

Jako osoba publicznie mało wiarygodna, postanowiłem się podeprzeć autorytetem doktora Jesi Donden, osobistego lekarza Dalajlamy, któremu przysługuje tytuł j.ś. Teraz lepiej? Nie mam wiedzy czy pełni on nadal swoją funkcję, ale tak było w 1994 roku, kiedy była wydana książka jego autorstwa pt. “Sztuka trwania w harmonii i zdrowiu - wprowadzenie w medycynę tybetańską”.

Wiedza w niej zawarta nie jest tajemna, wręcz przeciwnie. Problemem z jej akceptacją w “białej” kulturze jest odmienność w podejściu do samej definicji zdrowia. W naszym pojęciu zdrowie, oznacza kondycję w miarę sprawnie funkcjonujących narządów, niczym zbioru oddzielnych mechanizmów, a diagnoza koncentruje się głównie na obserwacji ewentualnych objawów. No i ich eliminacji bez przesadnego zawracania sobie głowy przyczynami. Tym można tłumaczyć niezbyt wysoką u nas skutecznością leczenia. Nie mówiąc już o jednoczesnym leczeniu i zatruwaniu środkami farmakologicznymi.

Zresztą, co ja się będę wysilał mając przed sobą doskonały tekst medyczny. Ponieważ miejscami wiedza ta jest bardzo zawiła i niełatwa w zrozumieniu, postanowiłem przepisać jedynie główne, najważniejsze i przydatne dla nas informacje. Dla mnie osobiście, rewelacją jest “nawigowanie” procesem uzdrawiania jedynie poprzez odpowiednie zachowanie. Ale o tym możemy poczytać dalej ew. zainwestować w rekomendowaną przeze mnie pozycję.

Nawet w epoce tak niezwykłego zaawansowania nowoczesnych technik medycznych, nietrudno spostrzec, że żadna z nich nie jest doskonała ani samowystarczalna, dlatego też wielu ludzi zaczyna coraz bardziej cenić leki pochodzenia naturalnego i naturalne formy terapii.
Medycyna tybetańska była niemal zupełnie wolna od obcych , nowoczesnych wpływów. Jej system jest więc nie tylko częścią historii medycyny, lecz również potencjalnym źródłem wiedzy o nowych sposobach leczenia. Zwłaszcza chorób przewlekłych.*
„To najlepsza książka o medycynie tybetańskiecj, jaka ukazała się na Zachodzie”
Dr Barry Clarke

Zasadnicza przyczyna choroby
Co jest w tym wszystkim najważniejsze? Niewątpliwie kwestia nieświadomości (ignorancji), ponieważ istota i przyczyna wszystkich chorób wywodzą się właśnie z niej. Nieświadomość rodzi zaślepienie, które powoduje, że nie potrafimy dostrzec szkodliwości niezdrowych stanów umysłu i przyzwalamy, by powstało w nas pożądanie, prowadzące do popełniania wielu złych czynów i gromadzenia negatywnej karmy. Z zaślepienia bierze też początek nienawiść, której rezultatem jest, na przykład, rzucanie ostrych słów, obrażanie i atakowanie innych.
Wreszcie, zazdrość popycha do bezsensownego współzawodnictwa, a duma sprzyja wywyższaniu się. Słowem – trzy główne, siejące spustoszenie emocje, nazywane trzema truciznami umysłu, to pożądanie, nienawiść i głupota (zaślepienie). Z głupoty, która jest ciężka, tępa i mroczna, biorą się zaburzenia flegmy – ciężkiej i lepkiej. Z pożądania, którego naturą jest podbijanie i “czarowanie” umysłu, wywodzą się wszystkie zaburzenia wiatru, mającego lekką i ruchliwą naturę. Nienawiść przypomina ogień – jest źródłem zaburzeń żółci i krwi.
Korzeniem jest nie mająca początku nieświadomość. To jej siła więzi nas w pułapce samsary, cyklicznej egzystencji – w kole powtarzających się narodzin, starości, choroby i śmierci. Nieświadomość towarzyszy nam jak cień. Nawet jeśli sądzimy, że nie ma żadnego powodu, by chorować, jeżeli nawet wydaje się nam, że cieszymy się doskonałym zdrowiem – w rzeczywistości nosimy w sobie zalążek, zasadniczą przyczynę choroby. Zawsze – przez cały, nie mający początku, czas.

Każda żyjąca na tej planecie istota – człowiek czy zwierzę – pragnie szczęścia i nie chce doświadczać żadnych chorób ani bólu. Nie wiemy jednak, jak sprawić, by zaistniały przyczyny szczęścia i jak uwolnić się od przyczyn cierpienia. Wkładamy wiele wysiłku w stosowanie technik, które - naszym zdaniem – służą osiąganiu szczęścia i unikaniu bólu, lecz w większości przypadków znajdujemy dokładne przeciwieństwo tego, czego szukaliśmy: przysparzamy sobie jeszcze więcej bólu i cierpień i zmniejszamy szczęście, którym się cieszyliśmy.

Kryje się za tym potężna siła naszych poprzednich działań, napędzanych niszczącymi emocjami pożądania, nienawiści i głupoty. Tak oto, szukając źródeł choroby, dowiadujemy się o istnieniu niewidzialnej siły – karmy naszych własnych czynów i ukształtowanych pod ich wpływem, skłonności umysłu, siły, której usunąć zewnętrznym leczeniem czy zastrzykami. Korzeniem negatywnej karmy, a więc i wszelkich chorób, są trzy destrukcyjne emocje, trzy trucizny umysłu: pożądanie, nienawiść i głupota.

Jeżeli zdołasz przeciwstawić się owym szkodliwym emocjom, choroba osłabnie, będziesz spokojniejszy i rozluźniony. Wielu zauważa, że Tybetańczycy, mimo utraty rodzin i konieczności życia na wygnaniu, sprawiają wrażenie szczęśliwych. Zawdzięczają to swojej postawie wobec rzeczywistości. Trzeba starać się rozpoznać przyczynę choroby. Powtarzam, musimy zrozumieć, w jaki sposób nieznajomość prawdziwej natury ludzi i zjawisk wiedzie nas – jak za kółko w nosie – ku pożądaniu, i dalej, krok za krokiem, ku nienawiści, dumie, zazdrości, arogancji itd. To właśnie są źródła choroby.

Powiedziałem, że pożądanie wywołuje zaburzenia wiatru. Jak się to dzieje? Najpierw, powodowani nieświadomością, dopuszczamy do powstania w nas pożądania – chcemy tego i tamtego, a potrzebujemy jeszcze czegoś innego. Nie można zaspokoić wszystkich tych pragnień, a większości nie da się zaspokoić natychmiast.Kiedy mężczyzna lub kobieta pożąda kogoś nie może zaspokoić tego pragnienia ot, tak sobie, ponieważ konieczna jest tu także zgoda partnera. Równie często nie możemy zdobyć upragnionych rzeczy. Robimy wszystko, żeby dostać to, czego chcemy, ale zwykle ponosimy klęski. Nie mogąc zdobyć obiektów naszych pragnień, myślimy o nich zbyt wiele, siejąc w ten sposób zamęt w umyśle i, w konsekwencji wywołując gwałtowne poruszenie wiatru. W taki właśnie sposób pożądanie staje się przyczyną chorób wiatru. Podobnie nienawiść zwiększa ilość żółci. Duma budzi w nas przesadny upór, wzburzając jednocześnie krew i żółć. Działania powodowane nienawiścią – której natura podobna jest przegrzaniu – wywołują zaburzenia, gorącej z natury, żółci.

Z głupoty, czy też zaślepienia, biorą się zaburzenia flegmy. “Zaślepienie” to niezauważanie popełnionych przez siebie błędów, niedostrzeganie własnych wad, niewiedza o tym, co należy, a czego nie wolno czynić.To pomieszanie prowadzi do wszystkich szkodliwych działań. Głupota, związana z ociężałością umysłu, wywołuje odpowiadające jej choroby flegmy.
…Pożądanie, nienawiść i głupota powodują – odpowiednio – zaburzenia wiatru, żółci i flegmy…
… Można również podzielić choroby na trzy rodzaje, ze względu na przyczyny ich powstawania. W pierwszej grupie znajdą się choroby spowodowane zwykłym zaburzeniem równowagi humorów (wiatr, żółć, flegma) w tym życiu. Do grupy drugiej będą należeć zaburzenia spowodowane czynami popełnionymi w poprzednich żywotach, które dojrzewają i ujawniają się w tym życiu w postaci zaburzenia. W grupie trzeciej znajdą się zaburzenia spowodowane przez oba czynniki – to znaczy: brak równowagi trzech humorów oraz dojrzewanie nasion (czynów), zasianych (popełnionych) w poprzednich żywotach.

Kiedy trzy humory są zrównoważone, cieszymy się zdrowiem, a choroba jest uśpiona. Gdy jednak równowaga zostanie naruszona, humory stają się istotą, fundamentem choroby, ranią ciało, niszczą życie i przysparzają cierpienia.

Diagnostyka

Składam w tym miejscu wyrazy szacunku wszystkim tym, którzy wbrew ogólnemu, dogamtycznemu nakazowi stosowania jedynie akademicznych metod leczenia, znajdują odwagę pójścia pod prąd. Często ryzykując przy tym swoje kariery i narażając się na pośmiewisko środowiska. Trzeba mieć w sobie spory ładunek desperacji oraz dociekliwości, aby starać się zrozumieć “jak to robią inni”. A także odpornym na mało tolerancyjne otoczenie, składające na codzień hołd białej (ew. niebieskiej) pigułce, podczas gdy Natura sama podtyka nam pod nos jej czyste rozwiązania. Poświęcenie, z jakim muszą się borykać w naszej, obecnej rzeczywistości, można porównać do tej tutaj Medicus. No, może niezupełnie, ale zawsze.

Analiza moczu

Poniżej wypunktowałem zagadnienia poruszone w tym rozdziale

  • przygotowanie do przeprowadzenia analizy moczu
  • czas, kiedy należy przeprowadzić badanie
  • naczynie
  • zmiana barwy
  • mocz ludzi zdrowych
  • mocz ludzi chorych
  • analiza moczu świeżego
  • analiza moczu letniego
  • analiza moczu zimnego
  • szczegółowa analiza moczu
  • mocz ludzi umierajacych
  • mocz ludzi dręczonych przez duchy

Puls

  • dieta wstępna i postępowanie
  • czas czytania pulsu
  • miejsce czytania pulsu
  • siła nacisku
  • jak czytać puls
  • pulsy konstytucjonalne
  • pulsy okresowo zmienne
  • siedem cudownych pulsów
  • pulsy zdrowe i niezdrowe
  • pulsy ogólne specyficzne
  • przypadki wątpliwe
  • pulsy śmierci
  • pulsy ducha
  • puls długosci życia

Zwróćmy uwagę, że badanie pulsu w medycynie tybetańskiej jest bardzo rozbudowane, a jego wynik pozwala na bardzo dokładną diagnozę.

Puls ujawnia naturę choroby: fizyczną, emocjonalną lub duchową. Ci, którzy gruntownie przyswoją sobie sztukę jego badania, staną się słynnymi lekarzami, zdolnymi skutecznie pomagać swoim pacjentom. Przypominam raz jeszcze, że poruszane tutaj kwestie są o wiele bardziej zlożone, niż mogłoby to wynikać z mojego, z konieczności skrótowego, ich przedstawienia.

Tryb życia
Każdy z nas pragnie szczęścia, chce długo żyć i uniknąć cierpień i chorób, wszyscy też używamy rozmaitych sposobów czy metod, które mają nam to zapewnić. Możesz, na przykład, nosić szlachetne kamienie, by przedłużyć swoje życie i uchronić od chorób. Możesz, a nawet powinieneś zażywać stosowne lekarstwa oraz szukać pomocy bóstw opiekuńczych praktykując Tajemną Mantrę.
Powinieneś też świadomie wystrzegać się dwóch rzeczy, sprzyjających rozwojowi chorób: złych nawyków żywieniowych i nierozważnego postępowania, na przykład: picia różnych trunków pomieszanych ze sobą, wylegiwania się na słońcu i nagłego przechodzenia do chłodnych pomieszczeń, noszenia ciepłych ubrań latem i lekkich zimą itp. Powinieneś też jak ognia unikać wszelkich negatywnych działań, zwłaszcza zabijania kradzieży i niewłaściwego postępowania w sprawach seksu, kłamstwa, siania niezgody, znieważania innych i bezsensownej paplany oraz zawiści, zlych intencji i błędnych poglądów.

Z powyższych zaleceń, jedno zdecydowanie mi nie leży – wylegiwania się na słońcu. Ciężka sprawa, mieszkam blisko plaży i uwielbiam w lecie leniuchowanie na piasku. To mi się należy! Mogę nie zabijać – nie ma sprawy, ale ta plaża, no i dobra kawa… Tego sobie nie dam odebrać nawet za cenę małego ubytku na zdrowiu.

Ze swych zmysłów – smaku, wzroku, powonienia itd. – korzystaj w sposób rozważny: nie należy zbyt długo patrzeć na rzeczy piękne czy odrażające ani też wdychać zbyt wielu przyjemnych lub odpychających zapachów. Jeżeli nie zachowasz w tym umiaru, doprowadzisz w końcu do do zaburzenia wiatru w swoim ciele i zachorujesz.

W tym miejscu autor opisuje zachowania zalecane, jak i te, które mogą zaszkodzić naszemu zdrowiu. Mamy tu cały poradnik, dotyczący kiedy współżycie jest bezpieczne, a kiedy warto go unikać. Wydaje się, że większość z nas nie potraktuje tej przestrogi poważnie, ale rachunek będzie nam wystawiony w odpowiednim do tego czasie i okolicznościach. Lub, gdy uda nam się dożyć na przykład siedemdziesiątki i zaczną się manifestować zasiane przez nas wcześniej nasiona “niepożądanych”, aczkolwiek nieuświadomionych czasem zachowań.

A teraz dla większości czytelników koszmarek.

Zimą możesz odbywać stosunki płciowe tak często, jak chcesz – nie ma tu specjalnych ograniczeń – ale jesienią i wiosną nie należy tego robić częściej niż niż dwa razy w tygodniu, a latem – tylko raz na dwa tygodnie. Miesiące letnie to okres wzrostu aktywnośći każdego z elementów. Wszystko osiąga wtedy swoją dojrzałą, rozwiniętą postać – jeśli więc będziesz w tym czasie często spółkować, stracisz siły i przytępisz moc swych zmysłów (wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku). Twoje oczy nie będą widzieć tak ostro i jasno jak zazwyczaj; skrócisz też swoje życie – jeśli mógłbyś żyć, na przykład, sto lat, umrzesz mając lat siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt.

Dieta

Miałem zamiar napisać ściągę z tego rozdziału, ale zawarta w nim wiedza jest zbyt głęboka, i dla mnie zbyt trudna, aby bez ryzyka nadinterpretacji czy niedomówienia ją komentować. Nadmienię jedynie, że super ciekawy jest fragment traktujący o odmładzających i przedłużających oraz rozjaśniających umysł właściwościach masła klarowanego. Od pewnego czasu sam je na użytek domowy gotuję. Ghee, i tyle w temacie.

Wybrane zagadnienia
W tych podrozdziałach możemy dowiedzieć się jak poniższe problemy postrzegane są przez pryzmat medycyny tybetańskiej.

  • cukrzyca
  • guzy i nowotwory
  • przywracanie męskości i odmładzanie
  • medytacyjne przeobrażanie medycyny

Lekarz, troszcząc się o czystość lekarstw i ich składników, mieszając je we właściwych proporcjach, przechowując w odpowiednich naczyniach itd. praktykuje etykę, ponieważ w ten sposób bardziej dba o dobro innych niż o swoje własne. Kiedy lekarz idzie w góry po zioła, może pokaleczyć się ostrymi źdźbłami traw, poranić cierniami, zmęczyć długą wspinaczką i ciężką pracą. Znosząc to cierpliwie i pogodnie, praktykuje doskonałość cierpliwości.

Kiedy przychodzi odpowiednia pora roku, lekarz, nie zwlekając, rozpoczyna żmudny proces przygotowywania leków, praktykując w ten sposób doskonałość pilności. Ponieważ medytuje przy tym i powtarza mantry, praktykuje jednocześnie doskonałość medytacji. Gruntowna wiedza oraz użytek, jaki czyni z niej lekarz, określając właściwości, smaki i moce składników oraz ustalając wzajemne związki między nimi i poszczególnymi elementami – to tylko niektóre aspekty jego praktyki doskonałości mądrości. Tak właśnie praktykuje sześć doskonałości ten, kto uprawia sztukę medyczną.

Oto mój, ponad 70 letnie lekarz, który mnie diagnozował z pulsu w 2016 roku w Katmandu. Nie używa okularów, posiada kompletny garnitur (choć niektóre zęby się powykrzywiały), biega po schodach jak sarenka (sam widziałem).

I na koniec fantastyczna wiadomość, ale tylko dla wyjątkow otwartych umysłów. Ostatni rozdział zawiera opis uzdrawiającej medytacji, co do której nie jestem pewien, czy możemy ją powszechnie stosować, bez stosownych święceń (abiszeka – przekaz mocy). Nie chciałbym nikogo wprowadzić w błąd, ale wydaje mi się, że dobra intencja, skoncentrowany umysł na opisanej wizualizacji i zaangażowanie w recytację mantry opublikowanej w ostatnim rozdziale są wystarczającym działaniem, usuwającym splamienia emocjonalne z przeszłości i teraźniejszości, doprowadzając do równowagi wzmiankowane w tekście trzy humory. Niezależnie od wyznawanego światopoglądu, religii itp.

Moje osobiste doświadczenie jest następujące - medytacja niezaprzeczalnie działa (na nas samych ew. inne osoby, którym chcemy pomóc) nawet jeśli nie potrafimy zbyt dokładnie wizualizować, ew. pogubimy się w kolejności, lub opuścimy jakiś fragment. Kluczowym jest tu wzbudzenie w sobie uczucia empatii, współodczuwania i zaangażowanie w recytację mantry (na siedząco, stojąco, spacerująco). To zdecydowanie doskonalsza metoda, niż trucie symptomów chemią, sponsorując przemysł farmaceutyczny, z takimi perełkami jak Bayer który to przeprowadzał, niosące żniwo śmierci eksperymenty medyczne z udziałem więźniów obozów koncentracyjnych. Dzisiaj ma się nieźle, ponieważ ludzie bardziej ufają w namacalne tabletki które można zobaczyć, nadgryźć, ugryźć, powąchać i pomacać, no i co najważniejsze, można w telewizji obejrzeć reklamę.

Dodatkowe informacje opracowane przez uznanego eksperta w dziedzinie Marka Kalmusa.
Medycyna tybetańska
Mam nadzieję, że ujawniając fragmenty książki, sprowokuję co niektórych do zakupu tej pozycji.

Fotografie pochodzą z mojego prywatnego zbioru.

Sort:  

Z ciekawością przeczytałem ten wpis, mimo, że piszę to z pozycji sceptyka o typowo zachodnim naukowym nastawieniu :) Może właśnie dlatego, bo temat mnie interesuje. Dlatego też upvote.

Według mnie temat medycyny i leczenia alternatywnego nie należy traktować jako takiego w którym jedna jest tą dobrą odpowiednią, a drugą tą złą. Mądrości ze wschodu na pewno pomagają w wielu aspektach, szczególnie duchowych, ale medycyna ma niepodważalną skuteczność. Niepodważalną skuteczność, jednak często nie trafia do źródła problemu, jedynie w objaw i nie dzieje się tak wyłącznie przez to czym medycyna jest, ale też przez struktury służby zdrowia w państwach w których mieszkamy. Są też inne skrajności, wiele jest przykładów ignorowania poważnej choroby przez znachorów (używam tego słowa tutaj bez negatywnych konotacji), bo uważają oni iż leczą duchową przyczynę choroby, co kończy się śmiercią pacjenta, któremu medycyna mogła pomóc.

Osobiście doceniam gdy metodą naukową stara się badać wschodnie metody leczenia. Bo chodzi o czerpanie tego co najlepsze z obydwu stron. Można wtedy wyciągać wnioski, która metoda jest skuteczna, a która jedynie jest tradycją, zabobonem. Przykład z czytaniem pulsu - chciałbym, by przeprowadzono badanie w którym taka osoba badająca puls ustala czy natura choroby jest fizyczna czy emocjonalna, jak to określiłeś i następnie by sprawdzono jakimś EKG lub czymś innym czym te pulsy się różnią i czy naprawdę się różnią, oraz czy diagnoza na podstawie pulsu rzeczywiście była słuszna. Osobiście jak wspomniałem powątpiewam w takie rzeczy, ale też nie zaprzeczam, że teoretycznie te metody mogą znać odpowiedzi których medycyna jeszcze nie wchłonęła, nie odkryła.

Dobrze, że poruszyłeś temat. Używając pojęcia "medycyna" masz na myśli medycyna akademicka? Bo tybetańska również ma pochodzenie akademickie. Nie przepisałem tego akurat akapitu ponieeważ chciałem poświęcić więcej energii na pozostałe informacje które wydawały mi się ważniejsze. Otóż medycyna tebetańska jest oparta na tekstach źródłowych "Cztery tantry" co do których nie mam szczegółowej wiedzy. Oglądałem kiedyś ryciny, (przedruki) prezentujące działanie różnych ziół, coś na kształt embriologii, wgryzałem się w psychologię i mogę stwierdzić, że to bardzo dokładna i szczegółowa nauka. Adept jest lekarzem, położnikiem, zielarzem, astrologiem, stomatologiem, dermatologiem, psychologiem, toksykologiem itd. Z jakiegoś powodu (prawdopodobnie nieudanej operacji na członku rodziny królewskiej ) nie podejmują sie tybetańscy lekarze trepanacji czaszki. Oczywiście, w Nepalu, Chinach, Indii istnieje opieka medyczna na bazie tej akademickiej i dominuje w tym zakresie. Studia medyczne (tybetańskie) są bardzo wymagające i trwają z tego co pamiętam około 6 lat, 7 dni w tygodniu i do tego na terenie klasztoru, w którym w międzyczasie adept uczestniczy w medytacjach. Na końcu tekstu zamieściłem link w którym Marek Kalmus opisuje pochodzenie Czterech tantr a także pozostałe informacje.
Choć w moim tekście mogłeś wyczuć ironię, wiedz, że nie ma ona poważnego ciężaru, ot taki prztyk. Abyśmy się zrozumieli - nie wyobrażam sobie opieki lekarskiej takiej, jaką znamy u siebie. Jestem zdania, że wiedza to wartość uniwersalna i nie powinna być w żaden sposób ograniczana, dawkowana czy dyskryminowana tylko z powodu miejsca jej kultywowania. Uważam, że to raczej "białą" kultura wybrzydza na niezrozumiałe dla niej elementy cudzych odkryć i to ona, jeśli chce się wzbogacić powinna zaprosić takich lekarzy do siebie celem przeprowadzenia badań z użyciem aparatury medycznej. Jakoś się to nie udaje, pomimo życzliwości tybetańśkich lekarzy.

Bardzo ważnym aspektem tutaj jest wiarygodność. To, że ktoś powołuje się na stosowanie medycyny tybetańśkiej nie oznacza, że jest takim za jakiego się podaje. Sam mogę wyjść na łąkę, nazbierać i wysuszyć miętę, zmieszać z miodem, wysuszyć i stwierdzić, że stosuję medycynę tybetańską. W naszych czasach nierzetelność jest bardzo popularna. Materiał który napisałem dotyczy samej medycyny tybetańskiej a nie zachowania ludzi, wykorzystujących jej nazwę.

Gdybyś miał więcej pytań bardzo chętnie odpowiem. I na koniec, nie chodzi o wyrugowanie medycyny akademickiej, bo byłaby to głupota lecz korzystanie z obu w zależności od sytuacji. Zioła oraz porady psychologiczne nie pomogą wyciągniętemu spod tramwaju. Ważne jest nieodrzucanie tego co niezrozumiałe.

Założyłem, że medycyna = wydanie zachodnie, te białe fartuchy, badania naukowe i tak dalej :) Co do małej ironii lub prztyku - nie mam nic przeciwko, cały tekst nie miał negatywnego wydźwięku.

tybetańska również ma pochodzenie akademickie. Nie przepisałem tego akurat akapitu ponieeważ chciałem poświęcić więcej energii na pozostałe informacje które wydawały mi się ważniejsze. Otóż medycyna tebetańska jest oparta na tekstach źródłowych "Cztery tantry"

Pytanie własnie, czy jest to też podejście zgodne z metoda naukową? Nie tyle chodziło mi o medycynę akademicką co właśnie metodę naukową (badania, dowody etc). Akademicka jako taka chyba nie musi koniecznie być naukowa, jeśli dana akademia nie uznaje metody naukowej, ale inną doktrynę.

Bardzo ważnym aspektem tutaj jest wiarygodność. To, że ktoś powołuje się na stosowanie medycyny tybetańśkiej nie oznacza, że jest takim za jakiego się podaje

Właśnie zdaję sobie też z tego sprawę, że to może być problemem i przyczyniać się do takiego poglądu na metody np. tybetańskie, jakie mają niektórzy ludzie i jakie ja też trochę miałem, póki nie zacząłem trochę bardziej dokładniej tematowi się przyglądać.

Uważam, że to raczej "białą" kultura wybrzydza na niezrozumiałe dla niej elementy cudzych odkryć i to ona, jeśli chce się wzbogacić powinna zaprosić takich lekarzy do siebie celem przeprowadzenia badań z użyciem aparatury medycznej

Też myślę, że "zaproszenie" powinno być po stronie tej medycyny. Ale widziałem kilka przykładów badania metod luźno związanych z szeroko pojętą alternatywą. Tylko wiele z nich tak jak wspomniałeś mogła nie być powiązana z tym co w Tybecie się stosuje, a były jedynie jakimiś zabobonami funkcjonującymi w powszechnej świadomości.

I na koniec, nie chodzi o wyrugowanie medycyny akademickiej, bo byłaby to głupota lecz korzystanie z obu w zależności od sytuacji. Zioła oraz porady psychologiczne nie pomogą wyciągniętemu spod tramwaju. Ważne jest nieodrzucanie tego co niezrozumiałe.

Tutaj chyba mamy identyczne zdanie. Gdybym miał jakieś pytania, będę pamiętał gdzie je kierować. Dzięki za rzetelną odpowiedź :) Rzadko można fajnie na takie tematy fajnie porozmawiać, zwykle w sieci jest to wrogość ("bzdury ze wschodu", "bigpharma tylko was otruwa" etc).