Była figura

in #writing3 days ago

Tego dnia planowałem wrócić na dobre na rower i solidnie popracować. Zakładałem intensywną jazdę i zarobek w okolicach 300 zł. Niestety plany szybko zweryfikowała rzeczywistość – obudziłem się przeziębiony. Gardło dawało o sobie znać, z nosa coraz częściej ciekło i chusteczki były absolutnie niezbędne. Mimo to postanowiłem spróbować.
Wyjechałem na miasto i faktycznie przejeździłem około 5,5 godziny, głównie w zimnie. Trudno powiedzieć, czy mi to pomogło, czy zaszkodziło – przeziębienie i tak zwykle trwa swoje siedem dni. Katar jednak wyraźnie się nasilił. Następnego dnia notuję już wszystko z domu, bo objawy okazały się na tyle dokuczliwe, że zostałem w czterech ścianach.
Samo jeżdżenie było dość intensywne, bez większych przestojów. Kursowałem głównie między Sopotem, Oliwą i Przymorzem. Zarobki oscylowały w granicach 40 zł za godzinę – raz trochę więcej, raz trochę mniej. Momentami miałem wrażenie, że algorytmy mocno „pilnują”, żeby nie dało się wyciągnąć więcej. W trakcie około 20 dostaw trafił się tylko jeden napiwek. Oczywiście napiwki są miłe, ale wolałbym po prostu stabilnie lepiej zarabiać.
Jedna z ciekawszych sytuacji wydarzyła się przy dostawie na ulicę Podhalańską w Oliwie. W instrukcji widniała informacja, aby dojechać ulicą Wojciecha Kilara. Problem w tym, że taka ulica w Oliwie… nie istnieje. To kolejny przykład na to, że w Trójmieście w Google Maps pojawiają się nazwy ulic, których realnie nie ma.
Najbardziej stresującym momentem dnia była jednak wywrotka. Co ważne – nie na rowerze, a na schodach w kamienicy. Buty były pokryte czymś w rodzaju piasku i poślizgnąłem się, zjeżdżając po kilku stopniach. Upadek na szczęście zamortyzowała torba kurierska. W środku było jedzenie, ale zapakowane w pudełka, więc skończyło się na lekkim pognieceniu i drobnym bałaganie. Telefon też ucierpiał minimalnie – pojawiła się niewielka rysa, około pół centymetra. Najważniejsze jednak, że nic poważnego mi się nie stało, bo ryzyko kontuzji czy złamania było realne. W gruncie rzeczy miałem sporo szczęścia.
Na ten moment jestem więc trochę w plecy i do tyłu z planami. Nie wiem, czy uda się to nadrobić – zwłaszcza że rok temu pracowałem naprawdę intensywnie. Na razie pozostaje regeneracja i obserwowanie, jak sytuacja się rozwinie.